niedziela, 28 grudnia 2014

Święta, święta i ...po świętach!



Wiem, wiem, strasznie długo mnie tutaj nie było.

Zaczęłam coś i nie kontynuuję, po co to wszystko, czy warto?
Może zamknąć to w cholerę i dać sobie spokój???

Wypada się chyba usprawiedliwić?
Cóż! Wszechobecny brak czasu dopadł i mnie.Kiedyś narzekałam, ze nie mam co robić, że nic się nie dzieje,
że tylko dom, sprzątanie, gotowanie i w kółko ta straszna rutyna.

Dzisiaj? Tęsknię właśnie za tamtą rutyną !
Tak czuję się uwięziona w pewnym sensie.
O ironio!
Jeszcze rok temu "miauczałam", że tylko w domu siedzę, że życie mi umyka, że nic nie robię kreatywnego,
że tylko dzieci i domowe obowiązki, że inne kobiety to mają tak super bo mogą się rozwijać, studiują i pracują, i jeszcze dom prowadzą perfekcyjnie, i blogują i w ogóle są takie extra i wszyscy łącznie ze mną je podziwiają.
No to mam czego chciałam, zaczęłam pracę, ( dwa miesiące przepłakałam, bo przecież jak tak można na noc zostawiać dzieci, przecież one tylko ze mną są bezpieczne- jakbym je zostawiała co najmniej z seryjnym mordercą a nie z ukochanym tatusiem, który o dziwo radzi sobie świetnie :)

Potem zaczęłam studia- jakby mi tego mało było to wybrałam sobie najtrudniejszy kierunek technologiczny i cała w skowronkach zaczęłam swoją "przygodę."

I nagle okazało się, że ja - Tytan wytrzymałości- nie jestem już taka wytrzymała !!! ???

Brak mi czasu na bieganie:( Brak mi również sił na bieganie :((

Powrót do fizyki po 20 latach przerwy wcale nie jest taki hop siup, a że ja jako ambitna perfekcjonistka muszę wszystko robić na 100% to mam- jak mnie nie ma w pracy to jestem na uczelni, jak nie na uczelni to w pracy.
Dzieci pomału zapominają jak wyglądam, a dom NIE wygląda! :(

Z początkiem grudnia jeszcze byłam optymistką- przecież nie może być tak źle, inne kobiety dają radę,to i ja dam.
Robiłam co mogłam, żeby wszystko było jak co roku, dom przystrojony, kalendarz adwentowy co dziennie wypełniony, pierniczki są, uff, sprawozdania napisane, zadania z matmy zrobione, ojj jakiś katar mnie łapie, to nic- przejdzie...... nie przeszedł:( do dzisiaj.

Mój organizm zbuntował się kiedy myłam okna po nocnej zmianie i weekendzie spędzonym na uczelni.
Grypsko wstrętne, niestety nie wyleżane bo przecież studia, zaliczenia, w pracy trzeba ogarnąć nowy system, który jakoś nie chce się dać ogarnąć nikomu,
w domu gotowanie, sprzątanie, a P. też ma pracę, wiec kto przypilnuje młodych.
I tak nieodespane nocki, głowa pełna nowych informacji, skurczony żołądek, gorączka, i ogólne zniechęcenie.
Dopadła mnie niemoc totalna.  Jeden wolny dzień w święta to za mało aby się wyleczyć, jakby tego było niewystarczająco to P. tez od tygodnia "smarka" i jakoś odpuścić nam to cholerstwo nie raczy,
Gabriel tez już podłapał i tylko czekamy an Julki kolej :((
Dotarłam do ściany gdzie zastanawiam się w tej chwili nad sensem mojej tzw "wolności" gdzie wszystko muszę robić na czas, żeby jakoś ogarnąć a i tak niestety nie ogarniam.

Grafik w pracy na styczeń nie napawa optymizmem, i coś czuję ( a nawet chyba tego chcę) że na tym skończy się moja kariera studencka.

Oznajmiam wszem i wobec, że fajna babka poległa .

Nie lubię siebie takiej, nienawidzę czegoś nie mieć siły zrobić, a mój organizm w tej chwili odmawia posłuszeństwa. Tęsknie za lasem , marzy mi się choć 1 malutki przebiegnięty km i czuję, że nie warto, szczególnie ,że motywacje do nauki straciłam,kiedy odebrano części z nas szansę na wybraną specjalność- jednak technologia żywności to nie to samo co dietetyka, więc chyba nie ma sensu się męczyć.
jeszcze się zastanawiam, ale fizycznie i logistycznie nie wydołam raczej.

Cóż dobrze, że jestem fajną babką, która nie wstydzi się przyznać do porażki, więc, tak ! od teraz będę mieć więcej czasu aby być naprawdę fajną babką.:))))))

Dla poprawienia nastroju wrzucam kilka świątecznych fotek, choć minione święta nie należały niestety do najmilszych i nie tylko z powodów wyżej wymienionych niestety :(

A oto nasze święta:) Ta milsza część .









A na poprawę humoru wreszcie udało mi się kupić mój wymarzony od 2 lat serwis- Fryderyka na 12 osób.
Niestety pech mnie nie opuścił nawet w Wigilię i okazało się, że waza ma pęknięte ucho, a ja już komentarz wystawiłam i raczej nic z tym nie zrobię.Taki mój los :(



Po Wigilii wykrzesałam jednak z siebie resztki nastroju i dwa dni graliśmy w grę , którą Julia dostała "na gwiazdkę" - Uwaga! Kultowy Eurobiznes- to dopiero był powrót do przeszłości- gra zrobiła furorę i nawet 3,5 letni Gabryś miał w nią swój wkład świetnie kulał kostkami. Jak przystało na  "biznesmena" wygrał tata, a mama się "spłukała"-  jak w życiu normalnie hehe.



Tym miłym akcentem zakończę ten przydługi post i dziękuję jeśli dotrwaliście do końca :)

Pozdrawiam ciepło .

fajna babka *

4 komentarze:

  1. ależ u Ciebie pięknie !! ta sofa ten stół te dodatki <3 na prawdę ślicznie ! a jeśli chodzi o drzwi kochana ( zapytanie na moim blogu ) moje są z płyty i da się POMALOWAĆ ! ;D ( JUŻ WIDZĘ UŚMIECH NA TWOJEJ TWARZY HIHIH ) trzeba lekko je zetrzeć papierem ściernym i malowanko ( ja malowałam farbą dekoral ale proponuje Ci abyś pomalowała farbą kredową ) świetny efekt i o wiele lepszy :-) czekam na post o drzwiach jak coś pisz chętnie odpowiem ściskam !! oczywiście ja się już tu rozgościłam i zostaję na dłużej pozdrawiam <3 :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha z tym uśmiechem zgadłaś w 100% :D !!! Czuje, ze po sesji będzie malowanko. Bardzo Ci dziękuję za rady, na pewno skorzystam - pozwolisz ,że przed mężulem posłużę się Twoim przykładem??? :) Całuję .

      Usuń
    2. I dziękuję za komplementy pod adresem wnętrza, duuużo jeszcze przede mną. Ale pomalutku do celu .

      Usuń
    3. posłuż się posłuż :D :-) powodzenia ;-)

      Usuń